niedziela, 23 października 2016

Co dziś oglądamy? #4 - Narzeczony mimo woli




"Narzeczony mimo woli"

„Narzeczony mimo woli” to film, który bardzo lubię. Dla mnie to dobra komedia, aby spędzić przyjemnie czas i aby się pośmiać. Nie pamiętam dokładnie, kiedy oglądałam ten film po raz pierwszy. Było to dawno, ale zdarza się że do niego wracam. Wczoraj akurat przypadkiem dostrzegłam, że będzie leciał na TVN-ie i z chęcią go obejrzałam po raz kolejny. 
 

Margaret Tate, kobieta (szefowa – jędza) pracująca w nowojorskim wydawnictwie dowiaduje się, że grozi jej deportacja. Aby nie dopuścić do tej sytuacji musi szybko wziąć z kimś ślub. Na swojego wybranka wybiera swojego asystenta – Andrew Paxton. Chcąc go przekonać do swojego pomysłu Margaret postanawia go zaszantażować i obiecuje, że zostanie redaktorem. Margaret i Andrew wyjeżdżają na weekend do jego rodziców na Alaskę. Co wyniknie podczas tych kilku dni? 

Głównych bohaterów grają: Sandra Bullock i Ryan Reynolds, którego osobiście bardzo lubię. Może troszkę brakował mi czegoś między nimi, to i tak uważam, że w pewien sposób do siebie pasowali. Podobał mi się ich duet. Warto też zwrócić uwagę na role drugoplanowe, zwłaszcza na Betty White, która świetnie zagrała swoją rolę, zabawnej i śmiesznej, ale także troszczącej się i ciepłej babci Annie.

Niby zwykła, banalna komedia romantyczna, która jednak ma w sobie coś co mnie do niej przyciąga. Lekka i przyjemna na wieczór. Opowieść, która mnie wzrusza, ale także bawi. Dużo bawi. Uwielbiam te sceny, w których mogłam się do woli śmiać.




 Oglądaliście "Narzeczony mimo woli"?
Życzę miłej niedzieli. :) 

piątek, 21 października 2016

24. Harlan Coben i jego Myron Bolitar

Kolejny post miał się ukazać dopiero w poniedziałek z książką "Skazani na ból", ale pomyślałam, że zrobię małą przerwę pomiędzy książkami New Adult, które ostatnio się pojawiają na blogu. Lubię NA, a moją odskocznią od nich jest między innymi Coben.

Przedstawię teraz trzy jego pozycje, które ostatnio czytałam. Wszystkie trzy pochodzą z serii o Myronie. Jest mi też przykro, bo ukończyłam już tę serię, przeczytałam dziesięć książek, które opowiadały o Myronie, a także o jego przyjacielu Winie. Bardzo polubiłam tych bohaterów i naprawdę szkoda mi się z nimi rozstawać.

Oczywiście serię zaczęłam od środka. Nie wiedziałam wtedy, że jest to jedna z kilku części o Myronie. Potem zaczęłam czytać od pierwszej książki, jednak po jakimś czasie ominęłam czwartą i piątą część, które przeczytałam prawie na końcu. 


"Błękitna krew" 

Akcja książki po raz kolejny wiąże się ze sportem, tym razem wokół golfa, który zbytnio nie interesuje Myrona, a jednak decyduje się pomóc. Do Myrona zgłasza się rodzina Coldrena, aby pomógł im odnaleźć ich syna Chad'a. Jack Coldren jest golfistą, liderem mistrzostw. Mężczyzna już raz osiągnął porażkę, dwadzieścia trzy lata temu, a teraz liczy na wygraną. Ktoś jednak próbuje mu to uniemożliwić porywając syna. Myron podejmuje się wyzwania, chociaż jest mu trudno. Tym razem Win, jego przyjaciel odmawia mu pomocy. 

Czytając „Błękitną krew” miałam wrażenie, że to książka, która najmniej mi się podoba. Książka mnie zainteresowała, ale jednak miałam jakieś drobne "ale". Wszystko się działo wokół sportu jakim jest golf. Dużo opisów o zieleni, o golfie i znowu zieleni, które nie interesowały mnie w ogóle.

Mimo iż Win występował w książce, jakoś mi go brakowało. Brakowało mi też takiej sfery rodzinnej, która zawsze występuje w seriach o Myronie, mówię tutaj o jego rodzicach. Czytałam jednak dalej, aż w końcu wszystko dostałam, na co narzekałam. Nie pojawili się wprawdzie rodzice bohatera, ale wysunął się wątek Wina i jego rodziny, co mi się podobało.
Co do porwania – w końcu zaczęło się pojawiać wiele podejrzanych o porwanie chłopca. Późno, bo późno, ale coś zaczęło się dziać... i się skończyło. Była to pierwsza książka Cobena, w której poczułam, że akcja się zaczyna dopiero pod koniec książki.


"Jeden fałszywy ruch"

Tym razem Myron ma zamiar pomóc koszykarce Brendzie Slaughter. Od jakiegoś czasu ciemnoskórą kobietę ktoś nęka pogróżkami telefonicznymi. W tym samym momencie znika ojciec Brendy, który najwidoczniej ma pewne kłopoty. Czy ma to związek z pogróżkami? 

Myron podejmując wyzwanie nie spodziewa się, że ta sprawa wiąże się z tyloma niewyjaśnionymi tajemnicami z przeszłością. Dwadzieścia lat temu matka Brendy zabrała wszystkie pieniądze i uciekła, tak samo stało się teraz z jej ojcem. Do tego Myron zastanawia się jaki związek mają te zniknięcia z niewyjaśnioną śmiercią Arthura Bradforda, który stara się zostać nowym gubernatorem. 
W książę, jak zwykle głównemu bohaterowi pomaga jego niezawodny przyjaciel – Win.
Myron także zmaga się ze swoim życiem miłosnym. Kocha swoją dziewczynę Jessicę, jednak obydwoje chcą czegoś innego od życia. Co zdecyduje Myron? 

Tajemnice i jeszcze więcej tajemnic. Pełno znaków zapytania, z którymi Myron stara się uporać.


"Wszyscy mamy tajemnice"

"Wszyscy mamy tajemnice" to ostatnia książka z serii o Myronie. Tutaj mamy do czynienia z Suzze, która zwraca się do głównego bohatera o pomoc z prośbą o ratowanie jej małżeństwa. I mimo iż Suzze odgrywa ważną rolę, to główny wątek w tej książce sprowadza się do tajemnic w rodzinie Myrona. Co mi się chyba najbardziej podobało. Bowiem pojawia się jego szwagierka z synem, jednak bez jego brata, z którym od wielu lat Myron nie miał kontaktu. Co się działo przez ostatnie lata z Bradem? Jakie ma kłopoty? Myron musi się tutaj rozprawić z bolesną przeszłością.

Ostatnia książka z serii o Myronie jest także niejaką zapowiedzią do kolejnych książek Cobena. Tym razem krótka seria będzie dotyczyła syna brata Myrona – Mickeya.


A jaki jest Wasz ulubiony autor/ka?
Pozdrawiam, Ania 



niedziela, 16 października 2016

23. "Promyczek" Kim Holden




Autor: Kim Holden
Tytuł: Promyczek
Data wydania: 6 maja 2016
Ilość stron: 589
Wydawnictwo: Filia
O tej książce jeszcze niedawno było głośno. Na blogach prawie wszyscy się o niej rozpisywali, pisząc dobre opinie. Sama w końcu zapragnęłam poznać historię Promyczka. Książka mnie wciągnęła, nie zawiodłam się.

Tytułowy Promyczek to Kate Sedgwick, dziewczyna, której życie nie jest usłane różami. Mimo tego młodego wieku dziewczyna wiele już przeżyła w swoim życiu, a jednak i tak ciągle jest pełna życia, radosna, uśmiechnięta i nie traci optymizmu. Stąd też nazwa "Promyczek", którą nazwał tak jej przyjaciel - Gus.
Po tragicznych przeżyciach dziewczyna wyjeżdża z San Diego, w którym się wychowała by spełniać swoje marzenia, by studiować w Grant. Po przyjeździe do małego miasteczka Kate nie spodziewała się, że jej życie tak się zmieni, i że znajdzie tu mężczyznę, którego naprawdę pokocha.

Myślę, że pokochałam tę książkę, historię Kate od samego początku, tak samo jak bohaterów. Czytałam, gdzieś, że początek książki nie jest zbyt ciekawy, że jest to jakby wyjęty wpis z dziennika młodej dziewczyny. Tak też było. Kate na początku opisywała wszystko, każdą rzecz, którą wykonała, no może troszeczkę mogło to nudzić, ale mogłam bardziej poznać główną bohaterkę. Kate była dziewczyną, która ciągle się uśmiechała i zarażała swoją radością innych. Była miła i zawsze pomocna. Ostatnio wspominając o książce „Jak powietrze”, pisałam że nie polubiłam w niej głównej bohaterki, która wydawała się zbyt idealna. Kate na początku też taka była, jednak to nie przeszkadzało mi jej polubić. 

Książka ta na pewno nie jest typową książką new adult. Chociaż można wspomnieć o kilku wspólnych wątkach. „Promyczek” porusza wiele problemów, z którymi zmagają się bohaterowie. Czasami miałam wręcz wrażenie, że autorka zbyt wiele nałożyła na Kate. Z każdej strony była ona obarczona tragedią.

Książka pokazuje też prawdziwą i bliską przyjaźń pomiędzy dwójką głównych bohaterów. Może na początku Gus nie zdobył mojego serca, ale z czasem pokochałam go tak jak Kellera. Spodobał mi się wątek miłosny z Kellerem, który jest bardzo ważny dla naszej bohaterki, ale nie wysuwa się na wierzch tak jak w innych powieściach NA. Nie spodziewałam się takiego zaskoczenia dowiadując się o przeszłości chłopaka. Może nie był to oryginalny pomysł przez autorkę, ale mnie bardzo zaskoczyło. Prawda o nim wywołała wielkie zdziwienie, ale też wielki uśmiech na twarzy.

Uważam, że "Promyczek" to naprawdę wspaniała książka. Ja byłam nią zachwycona. A czytając ostatnie strony ryczałam jak bóbr, nad historią i nad tym, że książka już się kończy. Kompletnie się w niej zatraciłam, i bardzo mnie poruszyła.
Pocieszenie jest takie, że jest kolejna część opowiadająca tym razem historię Gusa. Trochę się jej obawiam, ale na pewno ją poznam.